globus
pasek górny

AFRYKA - RPA - Baza artykułów

pasek górny

Pomiędzy samotnością a wspólnotą - kapłan na misjach

pasek górny

Chrystus Pan wysyłał swoich uczniów „do wszystkich miast i miejscowości, gdzie sam w przyszłości zamierzał przyjść” – po dwóch. Wiedział dobrze, że apostolstwo służebne stoi na pograniczu pomiędzy samotnością i wspólnotą. Misje – to inne środowisko, nieznani ludzie, różny język, wierzenia, zwyczaje i obrzędy. Najczęściej także dziedzina, resort działalności szatana, który bardzo zazdrośnie strzeże ‘swojej’ własności.

Misyjni kapłani są słani przez Kościół w imię Jezusa Chrystusa i z jego błogosławieństwem. Samotność złączona z Chrystusem nie powinna być samotnością. Jezus duchowo zawsze złączony był z Ojcem „czyniąc wszystko to, co się Ojcu podoba”. Kapłan ma wsparcie duchowe ogromnej liczby chrześcijan, którzy się za niego modlą i ofiarowują swoje duchowe dary…

A jednak nasz Nauczyciel otoczony wybranymi przez siebie naśladowcami był sam ze świadomością swojego przeznaczenia; sam w obliczu nienawiści możnych i przywódców swojego Narodu; sam ze świadomością uplanowanej zdrady; sam na modlitwie i to nie tylko w Getsemani , lecz tyle razy nocą na szczytach wzgórz. Prośba „pozostańcie i czuwajcie” oraz skarga „ tak, nawet jednej godziny nie mogliście czuwać ze mną” wychodzące z ust Jezusa w kulminacyjnym momencie jego życia, są dowodem jego ludzkiej samotności. W Getsemani prosi o to, by kielich przygotowanej goryczy nie musiał być przez niego spełniony i choć się godzi z wolą Ojca skarga powraca w godzinie ciemności na krzyżu; że go zapomniał, że go pozostawił samemu sobie i jest krzykiem osamotnionego, ludzkiego serca.

Każdy kapłan, a szczególnie księża pracujący na misjach, ma udział w tej Chrystusowej samotności. Duchowa łączność z Mistrzem i świadomość duchowego wsparcia odległych przyjaciół nie likwiduje psychologicznych potrzeb opieki nad kimś i przynależenia do kogoś wbudowanych w ludzką osobowość. Oddalenie i osamotnienie nie raz wzmacnia te potrzeby i potęguje je. Rozdzielenie stanu swojego ducha z ludźmi świeckimi nie pomoże, ponieważ nie znajdzie się zrozumienia wśród nich. Mężczyźni uznają takie wyznania za znak słabości i mazgajstwa a kobiety zareagują nadopiekuńczością lub ‘przywłaszczeniem’ słabeusza.

Najczęściej jednak słuchacz obojętnie kiwnie głową: „To twój problem. Radź sobie sam!”

Do najbliższego kapłana jest sto i więcej kilometrów. Duchowa posługa jest najczęściej powierzchowna. Współbrat jest zajęty aktywnością duszpasterską, telewizją, samym sobą lub jakimś dziwacznym hobby stanowiącym formę ucieczki od własnych problemów; bo to przecież taki sam samotny człowiek, nie raz zagubiony mężczyzna…

Być kapłanem we własnym kraju, w środowisku języka i kultury kształtujących osobowość od dzieciństwa – nie jest łatwo. Fala powracającego pogaństwa, zagubienie ducha religijności, zeświecczenie społeczeństwa i obojętność stają się przeszkoda w komunikacji księdza z ludźmi.

Tym trudniej ustrzec wiary w środowisku pogańskim z natury, wśród ludzi ochrzczonych lecz praktykujących zwyczaje i styl życia niechrześcijański. Jest faktem, że pogaństwo Europy jest zupełnie nieoryginalne, czasem głębsze od afrykańskiego, czy azjatyckiego, ale kultura pozbawiona Boga nie jest zupełnie pusta; pozostały elementy chrześcijańskiej tradycji.

Z drugiej strony kapłan na misjach jest obdarzony wspólnotą i jest jej nośnikiem w stosunku do chrześcijan. Najpełniejszym i najsilniejszym jej znakiem jest Eucharystia. Stół i posiłek na nim – łączą ludzi. Zwłaszcza ludzie ubodzy potrafią sobie cenić dar pokarmu rozluźniającego spazm głodu. Posiłek przygotowany wspólnym wysiłkiem, ogrzany miłością służby daje radość nawet wtedy gdy jest spożywany w milczeniu.

„Gorąco pragnąłem spożywać tę Paschę z wami, zanim będę cierpiał” – to jednoczący Jezusowy hymn miłości skierowany do Dwunastu. Afirmując wszystkich, łącznie ze zdrajcą, Judaszem, Chrystus pan wiąże wspólnotę swa miłosierną obecnością.

Podobnie kapłan, który akceptuje wszystkich wysłuchanych grzeszników, doznaje radości z tego faktu że jest narzędziem ich pojednania z Bogiem. Bóg daje mu łaskę zapomnienia wszystkich schizm, herezji i odstępstw usłyszanych w konfesjonale konfesjonale w chwili, gdy znaczy krzyż rozgrzeszenia. Pozostaje jednak duchowe napięcie, a czasem nawet fizyczny ból świdrujący gdzieś między splotem słonecznym, sercem i wątrobą. Znudzenie na twarzach, brak zaangażowania, lenistwo, są przeciwne komunii, wyłączają ze wspólnoty i wtłaczają w samotność. Posiłek duchowy Bożego Słowa, które „przenika głębiej niż osty miecz obosieczny do rozdzielenia szpiku i kości, myśli i ducha”, oraz reakcja radości, zaangażowania zebranych – leczą ten ból, wygładzają, dają wytchnienie.

„Kto idzie za mną niech weźmie swój krzyż i niech mnie naśladuje”… I tylko pozostaje jedna prośba: o posłanie Cyrenejczyka, kogoś takiego kto by wspierał zawsze, gdy pomoc jest niezbędna do udźwignięcia samotności.

Ks. Zbigniew Bojar scj - Petrusville