globus
pasek górny
  KAMERUN
  KONGO
  RPA
  GALERIE

AFRYKA - Kongo - Baza artykułów

pasek górny

SMS dla misji - list ks. Stanisława Święcha, misjonarza z DRC

pasek górny

Mimo ukończonych 75 lat życia i otrzymaniu 2 lata temu honorowego tytułu jubilata (50 lat kapłaństwa), czując się jeszcze na siłach, choć z osłabionym wzrokiem i słuchem, mam zamiar jeszcze wrócić do Afryki - Demokratycznej Republiki Konga. Kraju bardzo doświadczonego przez ostatnie wojny domowe, a i obecnie przez przygraniczne rozboje, by tam pracować jeszcze na tyle na ile będzie mnie stać. Wracam do parafii, w której pracowałem niegdyś przez 5 lat, zaraz po przyjeżdzie do Afryki oraz ostatnie cztery lata. Dodajmy, że ta nowo powstała parafia, w 1970 roku została przekazana pierwszym naszym Sercańskim Polakom: ks. Idziemu Biskupowi oraz ks. Franciszkowi Ślęczce, i w historię tej parafii przez 39 lat wpisało się swą ofiarną pracą 10 Polaków.

Parafia św. Klemensa w Kinshasie, teren mojej pracy, w dzielnicy Makala, choć usytuowana nie daleko od centrum miasta, należała i nadal należy do bardzo ubogich, można powiedzieć zaniedbanych przez centralne władze miasta. Brak dróg i komunikacji miejskiej, jakichkolwiek zakładów pracy, wiele rodzin utrzymuje się z drobnego handlu na stolikach przy drodze. Większość ulic to ścieżki wysypane śmieciami i utwardzone stopami ludzkimi. Bezrobocie, brak środków do życia, powodują, że wiele dzieci i młodzieży nie uczęszcza do szkoły, wałęsa się po ulicy i często z głodu kradnie. Kilkuletnia wojna domowa w latach dziewięćdziesiątych i ciągłe niepokoje w regionach przygranicznych, śmierć około dwu i pół miliona ludzi w bratobójczych walkach a także z głodu i braku lekarstw dają o sobie znać.

W bardzo opłakanym stanie są dzieci – sieroty, upośledzeni oraz ludzie niedołężni, starzy, zwłaszcza ci, którzy nie mają już najbliższej rodziny i są na łasce dalszych krewnych. Niestety, ani w parafii ani w sąsiedztwie nie ma sierocińca czy ośrodka dla dzieci nosicieli wirusa HIV. Znajdują się one w rodzinach, często pukają do drzwi misjonarzy, chwiejący się z głodu, gorączki oraz płaczący, że w domu nie ma już nic, by dzieciom dać jeść. Trudno wyliczyć wszystkie przypadki ich niedoli. Parafia jak może stara się choćby minimalnie pomagać, lecz to wszystko przysłowiowa kropla w morzu potrzeb, a do tego aby dawać, trzeba najpierw mieć.

Kiedy w maju 2005 roku znowu przyjechałem do tej parafii z wielką radością mogłem stwierdzić rozwój duchowy parafii, wiarę tych ludzi, ich uczestnictwo w nabożeństwach, zaangażowanie w różnych stowarzyszeniach religijnych, tak dorosłych jak i młodzieży, mimo wielkiego zubożenia a nawet nędzy wielkiej ilości mieszkańców.

Świadom sytuacji, którą po 3 miesiącach pobytu w Polsce dla kontroli zdrowia wracam do pracy. Niektórzy, których spotykam, duchowni czy świeccy mówią: podziwiam; inni: czy w tym wieku wyjazd do Afryki jest rozsądny, czy tam nie ma już kleru rodzimego? Itd., itp. A w Polsce czy nie ma dla księdza pracy? Odpowiedź moja jest prosta choć może mało zrozumiała.

Chyba 10 lat temu był przejazdem w Warszawie 85-letni misjonarz holenderski z Indonezji, jeszcze bardzo żywotny. (Nasi 4 polscy misjonarze, którzy tam pracują już ponad 40 lat też nie są w młodzieńczym wieku). Zapamiętam dobrze co powiedział: Wracam po wakacjach do Indonezji, świadomy o mniejszej wydajności mego zaangażowania misyjnego ale potrzeba aby biali misjonarze, nawet wieku podeszłego tam byli, potrzeba aby młody kler rodzimy utwierdzał się w swym powołaniu kapłańskim czy zakonnym, aby mógł samodzielnie pracować.

Podobną opinię wyraził mniej więcej w tym samym czasie O. Generał Zgromadzenia Księży Sercanów, ks. Wirginio Bressanelli, obecnie biskup w Argentynie. Musimy sobie dobrze uświadomić, że przypływ do kraju misyjnych nowych misjonarzy z Europy już bardzo mały będzie jeszcze mniejszy, i musimy pracować dla powołań rodzimych. Być może, że za dwadzieścia lat misjonarze z innego kraju będą stanowić jednostki. Ale trzeba, aby ci którzy już pracują choć w wieku podeszłym pozostali dla ugruntowania w wierze i powołaniu kleru rodzimego, który staje się coraz liczniejszy. Nasi Afrykańscy współbracia w kapłaństwie i życiu zakonnym tego pragną. Tak więc trzeba tam jechać i trzeba tam być i z tymi ludźmi żyć – dla Boga, dla Kościoła.

Ojciec Święty Jan Paweł II nauczał, że misje są sprawą całego kościoła i każdy wierzący powinien je wspierać tak modlitwą jak i w innych sposób, również materialny.

Przed wyjazdem odwiedziłem Biuro pomocy dla misji „Ad Gentes” przy Sekretariacie Komisji Misyjnej Episkopatu w Warszawie, w celu zorientowania się o możliwości pomocy dla naszej misji w Kinshasie. W dość długim czasie rozmawialiśmy o wielu sprawach dotyczących pracy misjonarzy i pomocy dla nich. Wiadomo, że składka z uroczystości Trzech Króli jest przeznaczona na Misje, ale zobaczyłem tam również inne ogłoszenie w sprawie pomocy, bardzo interesujące:

Plakat akcji sms-owej

Znaczy to, że z każdego wysłanego sms-a na MISJE, 2zł jest odsyłane dla Biura Pomocy Misjonarzom „Ad Gentes” i rozdzielone wg zamówień. Pomyślałem, że to wspaniały pomysł bo, nie trzeba iść do Banku czy na pocztę, nie chodzi o wielką kwotę, ale można to czynić częściej, np. z jakiejś resztówki od zakupów, a treść SMS-u jest tak krótka, że nie zajmuje wiele czasu. Tak więc i ja podpisałem się pod tę inicjatywę i złożyłem podanie o pomoc i bardzo byłem zadowolony, gdy szef, ks. Dyrektor Biura do mnie się uśmiechnął i serdecznie moją dłoń uścisnął, a Was Drodzy czytelnicy bardzo proszę o zrozumienie dla misji i misjonarzy. Ks. Stanisław Święch SCJ,

Ks. Stanisław Święch scj - misjonarz z DRC