globus
pasek górny

AZJI - INDIE - baza artykułów

pasek dolny

MISJE W INDIACH -
Z tym trzeba się zmierzyć

pasek dolny

Jak głosi tradycja, chrześcijaństwo na ziemie indyjskie sprowadził już w pierwszym wieku sam św. Tomasz Apostoł. Swoją pracę misyjną podejmował on tam w latach 57-72. Świadczą o tym głównie przekazy z Kerali, stanu w Indiach, gdzie chrześcijaństwo jest najstarsze - bo to właśnie tam przybył ów święty - i najsilniejsze. Jednak również i tam chrześcijanie nie stanowią nawet 30% ludności. Procentowo dużo wyznawców Chrystusa - i to w zdecydowanej większości katolików - spotkać można w Goa, gdzie w żyłach mieszkańców w znacznej mierze płynie portugalska krew i gdzie duży wpływ wywarł swoją działalnością w XVI wieku św. Franciszek Ksawery. Jest to jednak jeden z najmniejszych stanów tego olbrzymiego państwa, ponieważ jego powierzchnia niewiele wykracza poza powierzchnię swojej stolicy, od której wspomniany stan przyjął nazwę.

Wszyscy wyznawcy Chrystusa w Indiach (a zatem nie tylko sami katolicy) stanowią ok. 26 milionów, co daje zaledwie 2,3% ludności tego ponad miliardowego przecież państwa. 80% stanowią hinduiści, którzy uważają hinduizm za narodową religię i stąd też rodzą się konflikty na tle religijnym - głośne ostatnio i wciąż żywe prześladowania chrześcijan, głównie w stanie Orissa i jego dystrykcie Kandamal, jak również toczące się od lat, szczególnie na północy kraju, bardzo ostre konflikty pomiędzy hinduistami a wyznawcami islamu.

Jak zatem widać już z samych statystyk, pracy w Indiach w dziele głoszenia Ewangelii nie brakuje i wciąż jest ona bardzo potrzebna. Do tego dochodzi jeszcze praktyczna potrzeba głoszenia Dobrej Nowiny poprzez działalność społeczną. Jest tam bowiem tak wielu biednych i chorych, żyjących na pograniczu nędzy i rozpaczy, którzy nie mogą zbytnio liczyć na pomoc ze strony państwa, a jeszcze bardziej ze strony przywódców hinduistycznych. Tym "lepszym" nadal brakuje większego wyczulenia na sprawy społeczne, na sprawy tych najbardziej potrzebujących. Wciąż żywy system kastowy utrudnia bardzo pracę dla Królestwa Bożego - jest on bowiem tak bardzo zakorzeniony, że w niektórych częściach subkontynentu silnie oddziałuje także w seminariach, a nawet pośród samych pasterzy Kościoła.

Kobiety indyjskieStraszliwym utrapieniem i zmorą dla młodych dziewcząt jest tzw. dowry (czytaj: dałry), czyli coś w rodzaju wiana. Jest to zapłata, jaką musi uiścić rodzina dziewczyny wychodzącej za mąż rodzinie przyszłego męża. Jej wysokość zależna jest od wielu czynników: od poziomu wykształcenia (im wyższe wykształcenie dziewczyny/kobiety, tym wyższe dowry) - stąd też bardzo często dziewczynki w ogóle nie uczęszczają do szkoły, bądź swoją edukację kończą na szkole podstawowej, czy też na jej kilku pierwszych klasach; dalej, wysokość "daru" zależy od zamożności rodziny, od rocznego dochodu "kandydatki" do ślubu, statusu społecznego rodziny, od przynależności do kasty... Córka, która nie zdoła wyjść za mąż, staje się hańbą dla rodziców. Stąd zdarzają się przypadki, że dziewczyna popełnia samobójstwo, by nie narażać rodziców na taką przykrość (rzadko, ale bywa, że jest do tego nakłaniana). I tak w 2006 roku podobnych przypadków było w całych Indiach 2276, czyli średnio 6 dziennie. Jeżeli zaś ojciec panny nie jest w stanie zapłacić ustalonej sumy, to wydając córkę za mąż, naraża ją na ogromne przykrości, okaleczenia, a nawet śmierć. Nierzadkie są bowiem przypadki polania kobiety benzyną i podpalenia przez męża bądź jego najbliższych lub inne formy morderstwa, przedstawiane jednak najczęściej przed policją jako akty samobójcze. I tak w 2005 roku policja w Indiach odnotowała 6787 takich zdarzeń, czyli dokładnie o 46% więcej niż 10 lat temu.

Kolejną trudnością, z jaką musi się zmierzyć już sam misjonarz, udający się do pracy w Indiach, jest fakt, iż misjonarze nie są mile widziani na tym subkontynencie. Nie można zatem oficjalnie podjąć pracy misyjnej, lecz trzeba się ukrywać z tym, co się robi. Oczywiście są terytoria Indii, gdzie nie ma nawet najmniejszych szans na podjęcie choćby najdrobniejszej formy pracy misyjnej - tak jest choćby w Mumbai czy na północy kraju. Wiązałoby się to z przykrymi konsekwencjami, a nawet ze skazaniem siebie na śmierć. Na południu jest łatwiej - można bowiem podjąć cichą pracę formacyjną bądź posługiwać tym najbardziej potrzebującym - zwłaszcza chorym i ubogim, żyjącym w slumsach.

Klerycy indyjscyJeśli chodzi o powołania kapłańskie i zakonne, to jest ich bardzo wiele - i chwała Bogu za to. Pojawia się tutaj jednak problem motywacji, jaką kierują się kandydaci. Pochodzą oni bowiem najczęściej z ubogich, a nawet najuboższych rodzin oraz z niższych kast społecznych. Trudne jest zatem zadanie - dla formatorów bardziej niż dla samych zainteresowanych - rozpoznania, czy rzeczywiście osoby te pragną służyć innym, czy może tylko podnieść swoją pozycję społeczną (bo przecież w hinduiźmie, to właśnie kapłani stanowią tę nawyższą kastę - braminów) i stopę życiową, a dla dziewcząt - czy nie jest to przypadkiem ucieczka przed "problemem" małżeństwa...

Warto zatem w tym Roku Kapłańskim prosić Pana Żniwa za tamtejszych robotników - także za osoby konsekrowane - o szczególne błogosławieństwo dla nich i prowadzonych przez nich dzieł; o nowe, nadal liczne, a przy tym i święte powołania kapłańskie, zakonne, jak i te misyjne, oraz za cały tamtejszy lud, by miał serca otwarte na Miłość Boga Ojca i Syna, i Ducha Świętego.

Ks. Szymon Bendowski SCJ

(przedruk z "Wstań" 6/2009)