globus
pasek górny

AFRYKA - Kongo - Baza artykułów

pasek górny

Kongo ze wspomnień

pasek górny

Dwaj misjonarze francuskiego pochodzenia, o. Gabriel Grison i o. Gabriel Lux przybyli na miejsce pracy 21 września 1897 roku. Stolica Apostolska przydzieliła Księżom Najświętszego Serca Jezusowego bardzo rozległy teren w Afryce równikowej, gdzie Słowo Boże nigdy jeszcze nie było głoszone, był to teren Górnego Konga należący do Wolnego Państwa Konga, którego właścicielem był król Belgii Leopold II.

Byli więc na tym terenie biali urzędnicy państwowi i biali oficerowie armii. Gdy pierwsi misjonarze przybyli do Kisangani, to miasto to liczące dziś pół miliona mieszkańców, w owym czasie miało 12 lepianek i dwa domy murowane z cegły zamieszkałe przez białych urzędników królewskich. Mimo, że biali urzędnicy belgijscy nie byli entuzjastami Kościoła katolickiego, to jednak ugościli nowoprzybyłych misjonarzy w jednym z ich pomieszczeń, przewidując dla nich opiekę nad sierotami, których rodzice zostali schwytani w buszu i sprzedani jako niewolnicy do Ameryki.

Królewska Armia Kongijska prowadziła w tym czasie zaciekłe walki z handlarzami niewolników, zwłaszcza na terenie Górnego Konga, gdzie władze belgijskie nie panowały jeszcze dobrze nad sytuacją. Biali urzędnicy Królewscy nie chcieli aby misjonarze instalowali się w pobliżu ich, wyznaczyli im więc teren pod przyszłą misję odległy od ich domostw o 10 kilometrów.

Ojciec Grison dojeżdżał codziennie łodzią do przydzielonego mu skrawka dżungli aby nadzorować prace karczowania lasu pod przyszłą misję. Opisywane w listach nadludzkie wysiłki pracy fizycznej przy karczowaniu dżungli nie są miłe do czytania i wprowadzają czytelnika w podziw nadzwyczajną siłą fizyczną i psychiczną pierwszego misjonarza Górnego Zairu i w przyszłości pierwszego biskupa tych terenów.

Część ludzi zaangażowanych przy karczowaniu dżungli i budowie domków glinianych pod przyszłą misję była wynajmowana przez o. Grison a część przysyłana do pracy przez administrację belgijską. W dzień Wigilii Bożego Narodzenia o. Grison przeniósł się do nowo wybudowanej misji-glinianki i nazwał ją "Misją św. Gabriela", na cześć Archanioła Gabriela, który był zwiastunem Dobrej Nowiny o narodzeniu Zbawiciela. O. Grison sam nadzorował budowę misji i sam się przeniósł do niej gdyż jego towarzysz o. Lux zaraz po przyjeździe do Konga wrócił do rodzinnej Francji. W noc Bożego Narodzenia o. Grison odprawił tu pierwszą Mszę św. i ta pierwsza Msza bożonarodzeniowa, roku 1897 uważana jest za początek ewangelizacji Górnego Konga.

Większość Europejczyków z królewskiej administracji przybyła na Mszę św. aby przez modlitwę wraz z Misjonarzem rozpocząć święta Bożego Narodzenia. Biali goście czuwali z Ojcem aż do białego rana. Rankiem po ich odejściu o. Grison pozostał sam na misji z grupą dzieci sierot i kilkoma robotnikami, którzy pracowali ciągle przy budowie nowej misji. Liczba sierot ciągle wzrastała, dzieci same przybywały z buszu na misję sami, gdyż słyszeli, że jest tam biały człowiek, który lubi dzieci i pomaga im. Inne dzieci przysyłane były na misję poprzez władze państwowe. Garstka dzieci rozrosła się szybko do grupy około 300 osób,. trzeba było zapewnić im mieszkanie i jedzenie. Konieczność produkowania artykułów spożywczych dla całej "armii" dzieci, zmuszała o. Grison a później innych ojców, do ciągłego powiększania terenu misji. Dzieci prócz zajęć przy plantacji uczyły się sztuki czytania i pisania, która to umiejętność dla ówczesnych czarnych ludzi była czymś w rodzaju magii. Prócz tych zajęć, dzieci uczyły ojca ich własnego języka i nabywały pierwszych pojęć o Bogu, którego miały stać się świadkami poprzez chrzest święty. Dzieci te, ochrzczone później, będą pierwszymi chrześcijanami diecezji Kisangani, a te lepiej przygotowane z nich będą pierwszymi katechistami diecezji. Ciągle wzrastająca liczba dzieci na misji była radosnym wydarzeniem dla ojców, lecz wiązało się to z wieloma trudnościami, z których pierwszą była sprawa wyżywienia i kształtowania dzieci.

Po dwóch latach pracy pionierskiej o. Grison udał się do Europy na krótki wypoczynek i w celu szukania dobroczyńców, którzy mogliby pomóc finansowo nowopowstającej misji św. Gabriela. Chciał też o. Grison zdobyć siostry zakonne do opieki nad dziewczętami, które były wśród sierot jego misji. Pierwszym zgromadzeniem żeńskim, które o. Grison starał się zainteresować swoją misją w Kongu, były Siostry Franciszkanki Misjonarki Maryi. O. Grison spotkał się z Przełożoną tego Zgromadzenia w naszym domu w Brukseli i Matka Przełożona dała mu negatywną odpowiedź. Po latach znaleziono w kronice Sióstr Franciszkanek następującą notatkę: "Matka Przełożona nie zgodziła się na wyjazd do Konga naszych sióstr, gdyż o. Grison, który nas tam zapraszał miał wygląd biednego człowieka; mankiety jego koszuli były postrzępione, miał na nogach bardzo stare buty i takąż sutannę. Musi to być jakieś bardzo biedne Zgromadzenie - pisała dalej kronikarka Sióstr i zakończyła - że z woli Matki Przełożonej nasze siostry nie pojadą do takiej biedy". Ani Matka Przełożona, ani Siostra kronikarka nie wiedziały, że o. Grison przed wyjazdem do Europy zamienił wszystkie piękne koszule, spodnie i buty na żywność dla swojego sierocińca. Po roku od czasu odmowy, te same Siostry Franciszkanki, przyjechały do Kisangani i pracują tam do dnia dzisiejszego nad formacją dzieci i młodzieży żeńskiej. Duch Pański jest ponad ludzkimi kaprysami.

Ojcowie pracowali przy powstawaniu nowych misji lecz nowo-ochrzczeni też mieli swój udział w ich powstawaniu. Oto krótki list Ojca Grison, który daje temu świadectwo:

Odpowiadam na Twój list z miejscowości, która nazywa się Banalia i leży nad rzeką Aruimi. Przybyłem tu z Ojcem Wilibrordem, mieliśmy piękną, lecz bardzo ciężką podróż poprzez tereny jeszcze nieznane. Tu w Banalii czekała na nas Boża niespodzianka. Tutaj nie bylo jeszcze misjonarzy, a zaraz po naszym przybyciu zapisaliśmy 150 osób do katechumenatu. Wczoraj, w niedzielę ochrzciliśmy 22 katechumenów i udzieliliśmy siedmiu osobom sakramentu bierzmowania. Chrzest, bierzmowanie i masowy zapis do katechumenatu są owocem pracy kilku chrześcijan, którzy byli ochrzczeni w ubiegłym roku w Yanonge, a po chrzcie św. przybyli tu mieszkać i sami założyli małą wspólnotę chrześcijańską. Proś Boga o łaską powołania misyjnego, gdyż potrzebni nam tu są misjonarze z Belgii".

List ten napisał o. Grison dnia 22 września 1901 roku do naszego kleryka w Belgii.

Czytając o początkach naszej misji w Kongo, przypominają się wydarzenia z Dziejów Apostolskich, gdzie Kościół rozrastał się mocą Ducha Świętego, czasem bez wiedzy Apostołów. Posłuchajmy świadectwa Dziejów Apostolskich.

Kiedy Apostołowie dowiedzieli się, że Samaria przyjęła Słowo Boże, wysłali do niej Piotra i Jana, którzy przyszli i modlili się za nich, aby mogli otrzymać Ducha Świętego. Bo na żadnego z nich jeszcze nie zstąpił. Byli jedynie ochrzczeni w Imię Pana Jezusa. Wtedy więc wkładali Apostołowie na nich ręce, a oni otrzymywali Ducha Świętego". (Dz 8, 14-17)

Końcem tego wspaniałego rozwoju naszych misji w Kongu była wojna międzyplemienna, nazywana też rebelią z roku 1964, w czasie której zginęło 28 naszych księży wraz z biskupem Józefem Wittebols. Ojciec Święty Jan Paweł II był w Kisangani 6 maja 1980 roku i na grobie Ojca Grison modlił się za pomordowanych tu misjonarzy z naszego zgromadzenia i innych zgromadzeń.