globus
pasek górny

AFRYKA - Kongo - Baza artykułów

pasek górny

Polscy Sercanie w Kongo

pasek górny

Po siedemdziesięciu paru latach ciężkiej pracy w Kongo Księży Sercanów różnych narodowości, pojawili się tam w 1970 roku Polacy.

Aktualnie większość naszych księży pracuje w duszpasterstwie, cztery wielkie parafie są prowadzone przez polskich sercanów. Mamy do administracji dwie parafie w buszu Basoko i Babonde oraz dwie miejskie w Kisangani pod wezwaniem św. Józefa i św. Gabriela.

Ta ostatnia, to parafia gdzie o. Grison zaczynał dzieło ewangelizacji górnego Konga. Kościół parafialny p.w. św. Józefa ma 1200 miejsc siedzących, dla stojących nie zostaje zbyt wiele miejsca, gdyż cała jego przestrzeń wypełniona jest ławkami. W niedzielę odprawiają się tu trzy Msze św. w godzinach rannych i jedna w sobotę wieczorem. Dużo ludzi przychodzi na codzienną Mszę św. która odprawia się rano o godzinie szóstej, na tej Mszy św. każdego dnia jest ok. 300 osób. Parafia ta może dać pełną satysfakcję pracy duszpasterskiej.

Na drugim końcu naszej parafii liczącej około 50 tys. mieszkańców jest przystań dla łodzi, którymi mieszkańcy buszu przywożą płody rolne. Przystań jest odległa od kościoła św. Józefa o trzy kilometry. Ludzie, którzy przyjeżdżają do miasta z daleka aby sprzedać swoje płody rolne i poczynić zakupy mają też chęć pomodlenia się spowiedzi, uczestnictwa we Mszy św. Niestety nie ma tam w pobliżu kościoła katolickiego i dlatego, ludzie spragnieni modlitwy wstępują na nią do świątyń sekt mimo że są katolikami.

Widząc tę potrzebę naszego katolickiego miejsca kultu postanowiliśmy wybudować tam w pobliżu przystani mały kościółek dla potrzeb przyjeżdżających z buszu na handel i wiernych naszej parafii, którzy tam mieszkają. W nowym kościele można by zapewnić całodzienną spowiedź i zorganizować wieczystą adorację Najświętszego Sakramentu, gdyż nie ma jeszcze w Kisangani kościoła z wieczystą adoracją.

Biskup miejscowy Laurent Monsengwo dał nam tysiąc dolarów na początek budowy nowej świątyni. Za jego dar kupiliśmy jedną parcelę, a trzeba by jeszcze dokupić drugą parcelę i materiały na budowę kościoła. Ks. Franciszek - proboszcz parafii - zwykł mówić: jeśli Pan Bóg chce tego kościoła, to natchnie serca ludzi żeby nam pomogli i wybudujemy nowy kościół. Nasz biskup jest człowiekiem czułym na cierpienia ludzkie. Dając pieniądze na rozpoczęcie budowy kościoła, dał również taką samą sumę na dom starców w którym żyje 27 staruszków prawie niedołężnych, opuszczonych przez ich rodziny.

Niegdyś były dotacje państwowe na ich utrzymanie, a obecnie mają zapewniony jedynie pogrzeb ze strony państwa. Parafia pomaga symbolicznie tym biednym ludziom, ofiarując im dwa posiłki tygodniowo, resztę pożywienia zdobywają staruszkowie przez żebranie i ofiary naszych wiernych. Staruszkowie wspominają z sentymentem wdzięczności byłego proboszcza kanadyjskiego pochodzenia, który im zapewniał prawie całkowite wyżywienie. Jak będą wspominać nas ci staruszkowie? Może i oni zrozumieją, że dawanie zależy od posiadania, a nie tylko od dobrego czy złego serca.

Codziennie rano po Mszy św. grupa ludzi czeka przed biurem ks. proboszcza. Wchodzą do niego pojedynczo na rozmowę z nim, a rozmowa ta polega na przedstawieniu mu osobistych trudności materialnych. Jedni z nich otrzymują parę groszy, inni słowa pocieszenia i zachętę do przetrwania trudności. Kiedyś przechodził koło mojego pokoju taki staruszek pocieszony, który nic nie otrzymał. Idąc mruczał cicho "świat się zmienia". Ojcze, a po czym to sądzicie, że świat się zmienia - zapytałem go. Widzę to po tym, że byłem u księdza proboszcza i prosiłem go o parę groszy zapomogi, a on mi odpowiedział, że nie ma pieniędzy i nie może mi pomóc. Dawniej misjonarze też odmawiali pomocy lecz motywowali tę odmowę naszymi kłamstwami proszeniem pieniędzy na alkohol. Dawniej nie było księży, którzy mówiliby: nie dam ci pieniędzy, bo ich nie mam.

W każdej parafii w Kisangani jest zorganizowane dożywianie dzieci zagłodzonych, grupy tych dzieci są różne liczebnie w zależności od zareklamowania tej akcji. Największe grupy dzieci-gwiazd, tak się popularnie nazywa te istoty zagłodzone, sięgają do 150 dzieci, a najmniejsze wahają się między 20 a 30 dziećmi. Grupa dzieci zagłodzonych prowadzona jest pod kontrolą lekarza lub kwalifikowanej pielęgniarki, gdyż prócz żywności dzieci otrzymują lekarstwa stosownie do ich wycieńczenia głodowego. Nasza grupa dzieci-gwiazd liczy około 50. Dzieci te przychodzą na parafię trzy razy w tygodniu. Seans rozpoczyna się pogadanką z ich matkami lub opiekunkami, następnie są podawane leki i w końcu papka z kukurydzianej mąki z dodatkiem soi, mleka i cukru. Normalny okres dożywiania tych dzieci trwa cztery miesiące. Po czterech miesiącach dożywiania dzieci stają się ładne, błyszczą jak mówi tutejsza ludność i dlatego nazywa się je gwiazdami. Gwiazdki wracają do domów i domowa głodówka znów je doprowadza do cienia życia, czyli stanu wycieńczenia. Diecezjalna Caritas daje pomoce na parafialne grupy dzieci zagłodzonych, lecz większość wydatków związanych z odżywianiem tych dzieci pochodzi z funduszy parafialnych. Składam, serdeczne Bóg zapłać! Wszystkim którzy zdecydują się przyjść z pomocą naszym wydatkom na misjach.