globus
pasek górny

AFRYKA - Kongo - Baza artykułów

pasek górny

Kisangani - parafia św. Józefa

pasek górny

Nasza parafia pod wezwaniem Św. Józefa Rzemieślnika, istniejąca około 50 lat, jest jedna z największych w Kisangani. Na ponad 60 tysięcy mieszkańców, około 50 % stanowią katolicy, wśród których 1/4 jest bardzo oddana Kościołów. Od początku była prowadzona przez Księży ze Zgromadzenia Najświętszego Serca Pana Jezusa. Obecnie pracuje u nas 3 księży Sercanów, (2 Polaków i l Kongijczyk).

W poniedziałek , dnia 5 czerwca 2000 po Mszy Św., około godziny 9-tej niespodziewanie rozpoczęła się detonacja z ciężkiej broni, która nie ustawała. Pociski padały wokół nas, drążąc doły na placu przykościelnym, koło szkoły w której znajdowały się dzieci, wszędzie. W krótkim czasie kościół i przylegający budynek parafialny, napełniły się ludźmi, zwłaszcza dziećmi z pobliskiej szkoły podstawowej szukającymi schronienia. Dzieci rzuciły się do stóp księży w oczekiwaniu ratunku. Ksiądz Władysław rzucił hasło do odmawiania różańca. Z wielkim przejęciem i pobożnością wszyscy recytowali słowa modlitwy, całą ufność pokładając w Bogu i Jego Matce. Przez 6 dni nieustannego bombardowania, około 70 osób pozostawało w budynkach parafialnych, otrzymując z zapasów misyjnych, oraz kilku worków ryżu przeznaczonych dla hospicjum ludzi starszych, przynajmniej jeden posiłek. Z powodu wyłączenia prądu, brakowało wody. Księża rozdzielili nas w pomieszczeniach wg wieku i płci. Byłem w jednym pokoju z dziećmi. Znajdowała się tam duża statua Matki Bożej. W każdym pomieszczeniu modlono się trzy razy dziennie (rano, w południe i wieczór), odmawiając cały różaniec. Po różańcu odmawialiśmy krótką modlitwę" „O Dobry Jezu, Przyjacielu dzieci, ratuj nas. Ponieważ należymy do parafii Św. Józefa, dodawaliśmy: „Św. Józefie, nasz Patronie - ratuj nas".

Tak przeżyliśmy ten koszmar 6 dni w ciągłym strachu i niepewności, kiedy się to zakończy Ks. Władysław, najstarszy z naszych księży w białej sutannie i z białą flagą w ręce, z kilkoma starszymi dziećmi, wśród gradu kuł spadających wszędzie , przynosili w bidonach lub garnkach wodę z pobliskiej studni, która trochę oczyszczona w ograniczonych porcjach, służyła do picia i do gotowania posiłków.

Wojna ta, jest bardzo trudna do zrozumienia, bo nieznane są jej przyczyny. Może kiedyś dociekania historyków to naświetlą. Już po raz trzeci dwie armie dawniej sprzymierzone w walce o obalenie dyktatury Mobutu, a później chcące obalić jego następcę - prezydenta Kabilę, walczą ze sobą w tym samym mieście o wpływy, podczas gdy w ich macierzystych krajach, na wspólnej granicy me ma żadnych incydentów.

Walki te wyrządziły miastu wielkie szkody. Spłonął dach katedry, zginęło około tysiąc ludzi, a około 3000 zostało ciężko rannych. Prawie wszędzie było widać i czuć rozkładające się ludzkie ciała, których nie można było grzebać, z powodu gradu pocisków. Wiele rodzin straciło wszystko. Dwa granaty eksplodowały na podwórku misyjnym, kościół został uszkodzony w trzech miejscach, wiele szkód zauważono również w budynkach pobliskiej szkoły. Po zakończeniu walk, na placu przykościelnym znaleźliśmy około 20 łusek po eksplodowanych pociskach z ciężkiej broni. Dzięki Bogu i opiece Matki Najświętszej, ani księżom, ani nam wszystkim, którzyśmy się tam schronili nic się me stało. Obyśmy już nigdy nie przeżywali tak okrutnej wojny.

Kiedy ucichły strzały i nastąpił spokój w niedzielę 11 czerwca 2000 (Uroczystość Zesłania Ducha Św.), wszyscy którzy w tych ciężkich dniach schronili się na misji dziękowali serdecznie wszystkim księżom za troskę i ocalenie, życząc Ks. Proboszczowi Franciszkowi, który w tym dniu obchodził 50 rocznicę swoich urodzin opieki i błogosławieństwa Serca Jezusowego przez długie lata życia.

Podziękowanie: W imieniu tych wszystkich, którzy w tak ciężkich chwilach wojny znaleźli schronienie w parafii oraz ich rodzin, pragnę najpierw Bogu w Trójcy Jedynemu i Matce Bożej oraz Św. Józefowi, Patronowi naszej parafii, złożyć serdeczne podziękowanie, oraz wyrazić wielką, wprost nieskończoną wdzięczność księżom u nas pracującym za solidarną pomoc i opiekę. Wyrazem tego będzie nieustanna nasza modlitwa, aby Dobry Bóg darzył ich długim życiem, by tu na ziemi mogli oglądać owoce swej pracy i poświęcenia w służbie dla bliźnich, a w wieczności otrzymali zapłatę u Boga w niebie.

Kisangani 21. 07. 2000 ALIYAMOTU ATHANASE

par. St. Joseph Artisan (Tshopo)